-Ligia…obudź się noo !
Otworzyłam oczy,a nade mną wisiała Atina.Spojrzałam na nią zdziwiona
-Atina,która jest godzina?
-Jakoś 2 w nocy…mamy gościa.Ktoś czeka na ciebie przed namiotem..
Powiedziała i przykryła się śpiworem.
-Jessu,co za idiota nachodzi nas o tej porze? –myślałam.
Narzuciłam na siebie koc i wyszłam z namiotu.
Na ławeczce zrobionej z pnia drzewa majaczyła niewyraźnie sylwetka chłopaka.
-Artur..? – szepnęłam i zrobiłam krok do przodu.
-yyy..nie.-powiedział Tom.Od razu poznałam jego charakterystyczny głos.
-Nie mamy o czym rozmawiać- rzuciłam i cofnęłam się w stronę namiotu.
-Nie, Ligia mamy o czym rozmawiać.Jeśli myślisz,że tak to wszystko zostawie- to się bardzo mocno mylisz.Muszę ci to wyjaśnic,chociarzbym musiał to robić siłą.Wiem jak się czujesz przez to wszystko,ale wyboru nie masz.
Spojrzałam na niego lekko wytrącona z równowagi.Komary gryzły mnie w nogi.Byłam w samych majtkach i bluzce do kolan.
Minęłam go i weszłam na koniec pomostu.Usiadłam i zamoczyłam nogi w ciepłej wodzie.
-Pięknie tu.Nigdy nie opowiadałaś,że mieszkasz przy tak ślicznym jeziorze.
Uśmiechnęłam się.No fakt.Znaliśmy się tak długo,a wogule nic nie wiedzieliśmy prawie o sobie.Jedynie podstawowe rzeczy.Kiedy mu to powiedziałam,zaśmiał się.Przez chwilę zrobiło się tak jak kiedyś.Luźno,bez żalu i urazów..Chyba też to zrozumiał bo zrobił się smutny.
-Czemu ja cię tak ranię..? szepnął jakby do siebie..
-Ligia..możesz mi wierzyć lub nie,ale to Sonia na mnie napadła.Miałem zbyt dużego doła,żeby coś tłumaczyć..przyszedłem się wyżalić.Po koleżeńsku.Napadła na mnie..
Zapadła cisza.
Siedzieliśmy pogrązeni w smutnu,wypatrując ryby,które co chwilę skakały w jeziorku robiąc nie wielkie „plum”…
Księżyc mocno świecił,a niebo pokryte było pięknymi gwiazdami..
Położyłam się na pomoście,oczy utkwiłam w jakimś miejscu w poroślach.
-Dlaczego ja nie umiem cię nie kochać? – szepnęłam.
Położył się na pomoście obok mnie,przybliżył swoją twarz do mojej.
Przez chwilę patrzeliśmy sobie w oczy,ciesząc się chwilą,która trwała..
Delikatnie,jakby bojąc się,że go odtrącę pocałował mnie w usta.
Zamknęłam oczy.
Cały bół,jaki trzymałam w sobie jakby zniknął.Znów potrafiłam wybaczyć…
-Nigdy więcej mi tego nie rób..proszę.Nie dawaj mi pretekstów do żalu..proszę.Tylko mnie kochaj..
Tym razem przywarł do mnie mocniej.Pachniał ślicznie..Wszystko wirowało wokół nas..
-Koch…
-Ja cię też..
Nagle w krzakach coś zaszeleściło.
Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam Artura.
-Chyba przyszedłem nie w porę.- powiedział i uśmiechnął się.
-Jest druga w nocy- zaśmiałam się,a on położył małą białą różyczkę przy wejściu do namiotu.
-No to nie przeszkadzam..
Położyłam się na Tomie i bawiłam się jego dredami.
-Tęskniłam..nawet nie wiesz jak bardzo.. – szepnęłam i pocałowałam go w nos.
W pewnym momencie zeszłam z niego i weszłam do wody.
Tom rozebrał się,został tylko w bokserkach.Chlapaliśmy się jak dzieci..
Podeszłam do niego i mocno go pocałowałam.Jego ręce błądziły po moich plecach.
Zdjął mi bluzkę…