cz 36

Przez chwilę siedziałam zaskoczona w miejscu.
Usiadł obok mnie i chwycił za ręce.
Całował je i jednocześnie patrzał w oczy.
Łzy leciały.
Powróciły stare czasy.
-Ar..
-Cii…niech się tobą nacieszę,Myszko..
Siedzieliśmy w milczeniu bez przerwy wpatrując się sobie w oczy.Co chwilę Artur łapał mnie za rękę lub przytulał.
/Włączcie sobie James Blunt- You’re Beautiful/
-Tak tęskniłem…-pocałował mnie w usta,tak, poprostu.
-Nie wybaczę ci tego,że nie odezwałeś się do mnie przez tyle czasu…
Przytuliłam się do niego i wszystkie smutki gdzieś uciekły.
-Kiedy tydzień temu wróciliśmy do polski i zobaczyłem cię na pierwszej stronie gazet,kiedy to wszystko przeczytałem..płakałem jak dziecko.Sam sobie nie wybaczę,że cię zostawiłem.Gdybym był przy tobie,nigdy nie stało by ci się tyle złego.Nie pozwolił bym.Obroniłbym ciebie.
-Teraz to robisz..- mocno przytuliłam się do jego czerwonej bluzy.
-Co mam zrobić,żebys mi wybaczyła?
-Bądź przy mnie..po prostu bądź.
Siedzieliśmy tak do piątej rano.Opowiedziałam mu dokładnie wszystko.
-Wiesz co mnie najbardziej boli?
-Wiem.
Uśmiechnęłam się przez łzy.
-No tak..ty wiesz.
-Nie jest ciebie warta.Myszko,nie wracaj do tego.Zostaw tą sławę,zostań ze mną..ja nie pozwolę cię zranić..nigdy.
Nagle zebrała się we mnie złość i wyrzuty.
-Dlaczego mi nie pomogłes…nawet nie wiesz co czułam,kiedy tak wyjechales..bez porzegnania.Tylko wydarta kartka na oknie.Nawet nie wiesz jak płakałam.Nie było dnia,żebym nie myślała o tobie.Bałam się,że ktoś zajmie moje miejsce.Że ..ktoś będzie dla ciebie mną.
-Nikt nie był.I nie będzie.Bo tylko ty się dla mnie liczysz.
O 8:30 Artur odprowadził mnie do domu.Szliśmy za rękę.Tak po przyjacielsku.Każdy z nas wiedział,że to tylko przyjażń.I..że nie przekroczymy tej bariery.
Ale nie pomyślałam o czasie.Przecierz on nas zmienia..
Na schodach siedziała Sonia.Miała czerwoną twarz od płaczu.
W pierwszej chwili zrobiło mi się jej żal.Ale..gdy przypomniałam sobie to –co zrobiła,poczułam żal.
-Ligia..proszę..wysłuchaj mnie..
Jedno spojrzenie wystarczyło,aby zrozumiała,że to koniec.Wybuchnęła płaczem i osunęła się ze schodów.
-Lepiej z tąd odejdz.I się nie pokazuj. –rzucił Artur i zgadził ją spojrzeniem.
-Zachowałaś się jak zwykła dziwka – nagle zza rogu wyszła Atina.Na twarzy miała minę,która była przeznaczona tylko dla najgorszych.
-Nie poznaję cię.Jak ty mogłas,przyjaciółce? Ty…szmato!
Uderzyła ja w policzek i podeszła do mnie.
-Ligia,wysłuchaj Toma.Proszę,zrób to ostatni raz,ale go wysłuchaj.Zrób to dla mnie.Proszę.
-Atina,nie. – powiedział Artur i spojrzał na nią ostro.
-Jeśli chcesz dla niej dobrze,daj jej czas.
-At,proszę poszukaj kogoś na miejsce Soni.Emotionals musi ruszyć za dwa dni.
Wszyscy spojrzeli na mnie ze zdziwioną miną.
-Jeśli myślicie,że się poddam-to się mylicie.I to bardzo.
Zakręciłam i ruszyłam w stronę mostka na jeziorku.Artur wrucił do domu,umówiliśmy się na wieczór.Atina chwyciła mnie pod rękę i co chwilę zerkała na mnie nerwowo.
-Nie zwariowałam,nie martw się –uspokoiłam ją.
Siedziałyśmy na mostku do 23:00.
-Idz ja sobie jeszcze trochę posiedzę..- powiedziałam i pożegnałam się z przyjaciółką.
Razem z Atiną rozbiłysmy namiot na plaży.Trzy osobowy.
Pierwszy raz będą w nim spały tylko dwie osoby.
Znowu zrobiło mi się smutno.Skuliłam kolana do siebie i pluskałam ręką w wodzie..
Sonia..nigdy tak mnie nikt nie zranił.Nigdy.Nawet występki Toma tu się nie liczą.Nie ważne,że on także mnie zranił.
Sonia.
Przyjaciółka.
Sonia.
Zawsze byłyśmy razem,znała każde moje problemy,kłopoty
Sonia.
Zawsze na pierwszym miejscu.
Sonia.
Czas przeszły,jak wszystko..
-Myszko…
Cisza rozpłynęła się,tak jak kaczki,które wystraszyły się obcej osoby.
-Jest ci trudno.
Kiwnęłam głową.
-Czujesz się samotna?
Kiwnęłam głową.
-Kochasz mnie?
Kiwnęłam głową.
-Ja ciebie też.
Kiwnęłam głową.
-Myszka..
Gwałtownie wstałam i..chciałam zrobić krok w przód.Żle wyliczyłam odległośc i…wielki plusk rozległ się na jeziorze.
Krztusiłam się śmiechem.
Cała przemoczona wykręcałam wodę z bluzki.
Przesiąkła i trochę prześwitywała.
Wieczór był chłodny.
-Masz,załóż moją koszulę.
Artur zdjął bluzę i podał mi.
Został bez niczego,jedynie w spodniach.
Nie krępowałam się i zdjęłam przy nim moją część garderoby.Zauważyłam w jego oczach podniecenie.
Założyłam podarunek i wtuliłam się w niego mocno.
-Wypiękniałaś.-Szepnął i oparł swoją głowę o moje kolana.Jego dżbło,które miał w ustach gilgotało mój brzuch..
Zrobiło się bardzo romantycznie.Ciągle sobie powtarzałam,że to jedynie przyjaciel..
-Dzięki za to,że jesteś.

Ogień mocno buchał,kiedy wchodziłam do śpiwora..

Comments are closed.