Archive for Maj 16th, 2010

cz 35

niedziela, Maj 16th, 2010

-Mamo? Co ty tu robisz? – spytałam łapiąc się odruchowo za głowę.
Wszystko przed oczami mi się kręciło,widziałam podwójnie,ale odrazu poznałam mój stary pokój.
-Za dużo tego wszystkiego,nie będziesz mi żadną gwiazdą ,jeśli ma na tym ucierpieć twoje zdrowie – powiedziała mama i wyszłą tłumacząc,że ma pilny wyjazd za granicę i zostawia mnie z opiekunką.
Tak jak zawsze.Zero czasu dla mnie.Zero zorganizowania.
Skronie całe mi pulsowały.Prubowałąm sobie przypomnieć co się stało,ale miałam dziórę w pamięci.Jedynie twarz Jaśka i mocny ból.
-Kaśka?-spytałam opiekunkę.
Kasia byłą w moim domu od zawsze.Miała 23 lata,bez rodziny,wzięliśmy ją kiedyś z domu dziecka i była dla mnie jak druga matka.W koncu mojej prawie nigdy w domu nie było,tylko kariera i praca.
Zastanawiałam się po co mnie tu przywiozła,skoro i tak byłam z Kaśką.
-Co z Sonią i Atiną ?
-Wiem tylko tyle – powiedziała podniecona i usiadła przy mnie na łóżku.
-Że była wielka afera.Wszystkie fanki wasze się oburzyły,powstały plotki,że to Tom cię uderzył,bo go zdradzałaś,nie jedna twoja fanka tu przyszła z kwiatami ! Sonia i Atina sa w domu.Przychodziły tu do ciebie prawie codziennie.Bo leżysz już tydzień.
-Dzwonił ktoś do mnie?- spytałam.Kaśka odpowiedziała prawie machinalnie.
-Nie -ukrywała zmieszanie na twarzy.
-Powiedz prawdę,wiem,że nie umiesz kłamać.Szczególnie przy mnie.
-Tom dzwoni co godzinę i się wypytuje jak się czujesz, czy chociarz otworzyłaś oko,czy coś mruknęłaś przez sen,na którym boku śpisz..-rozmarzyła się.
Zrobiło mi się niedobrze.
Kasia wyszła,a ja wstałam i podeszłam do okna.Nigdzie nie było widać śladu kurzu,mama to straszna pedantka.Wszystko w domu ma swoje miejsce.
Firanki oczywiscie nowe,biało-różowe (takie jakich nie nawidzę),wiszące do samej podłogi.
Usiadłam na parapecie i otworzyłam okno.
Przypomniały mi się czasy ostatnich wakacji.Było tak inaczej..Bez kłopotów,lużno.
Zawsze wieczorem siadałam na tym parapecie i przyglądałam się gwiazdom.
Widok miałam na las i szosę.Na przeciwko było duuże jezioro,a za jeziorem mieszkał mój przyjaciel-Artur.
Dawny przyjaciel.Kiedy byliśmy dziećmi bawiliśmy się przy brzegu,przynosilismy żaby do domu…
Artur wyjechał.
Miesiąc przed jego wyjazdem,kiedy to siedzieliśmy w naszym lesie na punkcie widokowym,przyżekłam Arturowi,że zawsze będę TYLKO jego Myszką.
Tylko on mogł mnie tak nazywać.
Kochał mnie.
A ja jego..
Jak przyjaciele.
Wyryliśmy sobie na nadgarstkach małe serduszka,na drewnie w punkcie widokowym także.Z datą.Tak pamiętną datą..
Odruchowo podwinęłam rękawy i pocałowałąm małą bliznę.
Ubrałam się i poszłam w stronę domu Soni.
-Dzień dobry,jest Sonia? -spytałam jej taty.
-tak,tak, w swoim pokoju -wchodz ! Tylko uważaj,nie jest sama,jest z nią jakis przystojniak..-puścił mi oczko.
-A pan gdzieś wyjeżdza? -spytałam ciekawa.
-Tak,w końcu z twoją matką jedziemy do Paryża.Sprawy służbowe- znowu puścił oczko.
Weszłam po schodach na górę.Przy drzwiach był wielki zegar,który wystukiwał godzinę i datę.
5 kwietnia.
Wczoraj Tokio Hotel przyjechali do polski na dwa koncerty – uśmiechnęłam się.
Otworzyłam drzwi.
Zakręciło mi się w głowie.
Na krześle siedział Tom,na nim rozkrakiem Sonia.
Całowali się.
Zrobiło mi się ciemno przed oczami,potrzęsnęłam z całej siły głową i zaczęłam się cofać.
Nadepnęłam na skrzypiącą deskę.
Tom oderwał się od Soni i spojrzał w moją stronę.
W jednej chwili ruszyłam biegiem w stonę drzwi.
-Kurwa ! -krzykną Tom i zerwał się z krzesła.
-Ligia ! To.. to nie taak ! – krzyczał.
Uderzyłam z całej siły w drzwi,wypadły z zawiasów.
Przez łzy nic nie widziałam.
Biegłam na oślep mijając polne kwiaty..
Nie byłam z Tomem.
Ale kochałam go.
Tak bardzo..
Szybkim krokiem weszłam na punkt widokowy i rzuciłam się na podłogę.
Zwinęłam się i płakałam jak dziecko.
Nawet nie wiem jak długo.
Zasnęłam.
Obudził mnie kogoś wzrok utkwiony we mnie..

-Myszka..