Archive for Maj, 2010

cz 36

czwartek, Maj 20th, 2010

Przez chwilę siedziałam zaskoczona w miejscu.
Usiadł obok mnie i chwycił za ręce.
Całował je i jednocześnie patrzał w oczy.
Łzy leciały.
Powróciły stare czasy.
-Ar..
-Cii…niech się tobą nacieszę,Myszko..
Siedzieliśmy w milczeniu bez przerwy wpatrując się sobie w oczy.Co chwilę Artur łapał mnie za rękę lub przytulał.
/Włączcie sobie James Blunt- You’re Beautiful/
-Tak tęskniłem…-pocałował mnie w usta,tak, poprostu.
-Nie wybaczę ci tego,że nie odezwałeś się do mnie przez tyle czasu…
Przytuliłam się do niego i wszystkie smutki gdzieś uciekły.
-Kiedy tydzień temu wróciliśmy do polski i zobaczyłem cię na pierwszej stronie gazet,kiedy to wszystko przeczytałem..płakałem jak dziecko.Sam sobie nie wybaczę,że cię zostawiłem.Gdybym był przy tobie,nigdy nie stało by ci się tyle złego.Nie pozwolił bym.Obroniłbym ciebie.
-Teraz to robisz..- mocno przytuliłam się do jego czerwonej bluzy.
-Co mam zrobić,żebys mi wybaczyła?
-Bądź przy mnie..po prostu bądź.
Siedzieliśmy tak do piątej rano.Opowiedziałam mu dokładnie wszystko.
-Wiesz co mnie najbardziej boli?
-Wiem.
Uśmiechnęłam się przez łzy.
-No tak..ty wiesz.
-Nie jest ciebie warta.Myszko,nie wracaj do tego.Zostaw tą sławę,zostań ze mną..ja nie pozwolę cię zranić..nigdy.
Nagle zebrała się we mnie złość i wyrzuty.
-Dlaczego mi nie pomogłes…nawet nie wiesz co czułam,kiedy tak wyjechales..bez porzegnania.Tylko wydarta kartka na oknie.Nawet nie wiesz jak płakałam.Nie było dnia,żebym nie myślała o tobie.Bałam się,że ktoś zajmie moje miejsce.Że ..ktoś będzie dla ciebie mną.
-Nikt nie był.I nie będzie.Bo tylko ty się dla mnie liczysz.
O 8:30 Artur odprowadził mnie do domu.Szliśmy za rękę.Tak po przyjacielsku.Każdy z nas wiedział,że to tylko przyjażń.I..że nie przekroczymy tej bariery.
Ale nie pomyślałam o czasie.Przecierz on nas zmienia..
Na schodach siedziała Sonia.Miała czerwoną twarz od płaczu.
W pierwszej chwili zrobiło mi się jej żal.Ale..gdy przypomniałam sobie to –co zrobiła,poczułam żal.
-Ligia..proszę..wysłuchaj mnie..
Jedno spojrzenie wystarczyło,aby zrozumiała,że to koniec.Wybuchnęła płaczem i osunęła się ze schodów.
-Lepiej z tąd odejdz.I się nie pokazuj. –rzucił Artur i zgadził ją spojrzeniem.
-Zachowałaś się jak zwykła dziwka – nagle zza rogu wyszła Atina.Na twarzy miała minę,która była przeznaczona tylko dla najgorszych.
-Nie poznaję cię.Jak ty mogłas,przyjaciółce? Ty…szmato!
Uderzyła ja w policzek i podeszła do mnie.
-Ligia,wysłuchaj Toma.Proszę,zrób to ostatni raz,ale go wysłuchaj.Zrób to dla mnie.Proszę.
-Atina,nie. – powiedział Artur i spojrzał na nią ostro.
-Jeśli chcesz dla niej dobrze,daj jej czas.
-At,proszę poszukaj kogoś na miejsce Soni.Emotionals musi ruszyć za dwa dni.
Wszyscy spojrzeli na mnie ze zdziwioną miną.
-Jeśli myślicie,że się poddam-to się mylicie.I to bardzo.
Zakręciłam i ruszyłam w stronę mostka na jeziorku.Artur wrucił do domu,umówiliśmy się na wieczór.Atina chwyciła mnie pod rękę i co chwilę zerkała na mnie nerwowo.
-Nie zwariowałam,nie martw się –uspokoiłam ją.
Siedziałyśmy na mostku do 23:00.
-Idz ja sobie jeszcze trochę posiedzę..- powiedziałam i pożegnałam się z przyjaciółką.
Razem z Atiną rozbiłysmy namiot na plaży.Trzy osobowy.
Pierwszy raz będą w nim spały tylko dwie osoby.
Znowu zrobiło mi się smutno.Skuliłam kolana do siebie i pluskałam ręką w wodzie..
Sonia..nigdy tak mnie nikt nie zranił.Nigdy.Nawet występki Toma tu się nie liczą.Nie ważne,że on także mnie zranił.
Sonia.
Przyjaciółka.
Sonia.
Zawsze byłyśmy razem,znała każde moje problemy,kłopoty
Sonia.
Zawsze na pierwszym miejscu.
Sonia.
Czas przeszły,jak wszystko..
-Myszko…
Cisza rozpłynęła się,tak jak kaczki,które wystraszyły się obcej osoby.
-Jest ci trudno.
Kiwnęłam głową.
-Czujesz się samotna?
Kiwnęłam głową.
-Kochasz mnie?
Kiwnęłam głową.
-Ja ciebie też.
Kiwnęłam głową.
-Myszka..
Gwałtownie wstałam i..chciałam zrobić krok w przód.Żle wyliczyłam odległośc i…wielki plusk rozległ się na jeziorze.
Krztusiłam się śmiechem.
Cała przemoczona wykręcałam wodę z bluzki.
Przesiąkła i trochę prześwitywała.
Wieczór był chłodny.
-Masz,załóż moją koszulę.
Artur zdjął bluzę i podał mi.
Został bez niczego,jedynie w spodniach.
Nie krępowałam się i zdjęłam przy nim moją część garderoby.Zauważyłam w jego oczach podniecenie.
Założyłam podarunek i wtuliłam się w niego mocno.
-Wypiękniałaś.-Szepnął i oparł swoją głowę o moje kolana.Jego dżbło,które miał w ustach gilgotało mój brzuch..
Zrobiło się bardzo romantycznie.Ciągle sobie powtarzałam,że to jedynie przyjaciel..
-Dzięki za to,że jesteś.

Ogień mocno buchał,kiedy wchodziłam do śpiwora..

cz 35

niedziela, Maj 16th, 2010

-Mamo? Co ty tu robisz? – spytałam łapiąc się odruchowo za głowę.
Wszystko przed oczami mi się kręciło,widziałam podwójnie,ale odrazu poznałam mój stary pokój.
-Za dużo tego wszystkiego,nie będziesz mi żadną gwiazdą ,jeśli ma na tym ucierpieć twoje zdrowie – powiedziała mama i wyszłą tłumacząc,że ma pilny wyjazd za granicę i zostawia mnie z opiekunką.
Tak jak zawsze.Zero czasu dla mnie.Zero zorganizowania.
Skronie całe mi pulsowały.Prubowałąm sobie przypomnieć co się stało,ale miałam dziórę w pamięci.Jedynie twarz Jaśka i mocny ból.
-Kaśka?-spytałam opiekunkę.
Kasia byłą w moim domu od zawsze.Miała 23 lata,bez rodziny,wzięliśmy ją kiedyś z domu dziecka i była dla mnie jak druga matka.W koncu mojej prawie nigdy w domu nie było,tylko kariera i praca.
Zastanawiałam się po co mnie tu przywiozła,skoro i tak byłam z Kaśką.
-Co z Sonią i Atiną ?
-Wiem tylko tyle – powiedziała podniecona i usiadła przy mnie na łóżku.
-Że była wielka afera.Wszystkie fanki wasze się oburzyły,powstały plotki,że to Tom cię uderzył,bo go zdradzałaś,nie jedna twoja fanka tu przyszła z kwiatami ! Sonia i Atina sa w domu.Przychodziły tu do ciebie prawie codziennie.Bo leżysz już tydzień.
-Dzwonił ktoś do mnie?- spytałam.Kaśka odpowiedziała prawie machinalnie.
-Nie -ukrywała zmieszanie na twarzy.
-Powiedz prawdę,wiem,że nie umiesz kłamać.Szczególnie przy mnie.
-Tom dzwoni co godzinę i się wypytuje jak się czujesz, czy chociarz otworzyłaś oko,czy coś mruknęłaś przez sen,na którym boku śpisz..-rozmarzyła się.
Zrobiło mi się niedobrze.
Kasia wyszła,a ja wstałam i podeszłam do okna.Nigdzie nie było widać śladu kurzu,mama to straszna pedantka.Wszystko w domu ma swoje miejsce.
Firanki oczywiscie nowe,biało-różowe (takie jakich nie nawidzę),wiszące do samej podłogi.
Usiadłam na parapecie i otworzyłam okno.
Przypomniały mi się czasy ostatnich wakacji.Było tak inaczej..Bez kłopotów,lużno.
Zawsze wieczorem siadałam na tym parapecie i przyglądałam się gwiazdom.
Widok miałam na las i szosę.Na przeciwko było duuże jezioro,a za jeziorem mieszkał mój przyjaciel-Artur.
Dawny przyjaciel.Kiedy byliśmy dziećmi bawiliśmy się przy brzegu,przynosilismy żaby do domu…
Artur wyjechał.
Miesiąc przed jego wyjazdem,kiedy to siedzieliśmy w naszym lesie na punkcie widokowym,przyżekłam Arturowi,że zawsze będę TYLKO jego Myszką.
Tylko on mogł mnie tak nazywać.
Kochał mnie.
A ja jego..
Jak przyjaciele.
Wyryliśmy sobie na nadgarstkach małe serduszka,na drewnie w punkcie widokowym także.Z datą.Tak pamiętną datą..
Odruchowo podwinęłam rękawy i pocałowałąm małą bliznę.
Ubrałam się i poszłam w stronę domu Soni.
-Dzień dobry,jest Sonia? -spytałam jej taty.
-tak,tak, w swoim pokoju -wchodz ! Tylko uważaj,nie jest sama,jest z nią jakis przystojniak..-puścił mi oczko.
-A pan gdzieś wyjeżdza? -spytałam ciekawa.
-Tak,w końcu z twoją matką jedziemy do Paryża.Sprawy służbowe- znowu puścił oczko.
Weszłam po schodach na górę.Przy drzwiach był wielki zegar,który wystukiwał godzinę i datę.
5 kwietnia.
Wczoraj Tokio Hotel przyjechali do polski na dwa koncerty – uśmiechnęłam się.
Otworzyłam drzwi.
Zakręciło mi się w głowie.
Na krześle siedział Tom,na nim rozkrakiem Sonia.
Całowali się.
Zrobiło mi się ciemno przed oczami,potrzęsnęłam z całej siły głową i zaczęłam się cofać.
Nadepnęłam na skrzypiącą deskę.
Tom oderwał się od Soni i spojrzał w moją stronę.
W jednej chwili ruszyłam biegiem w stonę drzwi.
-Kurwa ! -krzykną Tom i zerwał się z krzesła.
-Ligia ! To.. to nie taak ! – krzyczał.
Uderzyłam z całej siły w drzwi,wypadły z zawiasów.
Przez łzy nic nie widziałam.
Biegłam na oślep mijając polne kwiaty..
Nie byłam z Tomem.
Ale kochałam go.
Tak bardzo..
Szybkim krokiem weszłam na punkt widokowy i rzuciłam się na podłogę.
Zwinęłam się i płakałam jak dziecko.
Nawet nie wiem jak długo.
Zasnęłam.
Obudził mnie kogoś wzrok utkwiony we mnie..

-Myszka..

cz no sama nie wiem

piątek, Maj 7th, 2010

-Ligia…obudź się noo !
Otworzyłam oczy,a nade mną wisiała Atina.Spojrzałam na nią zdziwiona
-Atina,która jest godzina?
-Jakoś 2 w nocy…mamy gościa.Ktoś czeka na ciebie przed namiotem..
Powiedziała i przykryła się śpiworem.
-Jessu,co za idiota nachodzi nas o tej porze? –myślałam.
Narzuciłam na siebie koc i wyszłam z namiotu.
Na ławeczce zrobionej z pnia drzewa majaczyła niewyraźnie sylwetka chłopaka.
-Artur..? – szepnęłam i zrobiłam krok do przodu.
-yyy..nie.-powiedział Tom.Od razu poznałam jego charakterystyczny głos.
-Nie mamy o czym rozmawiać- rzuciłam i cofnęłam się w stronę namiotu.
-Nie, Ligia mamy o czym rozmawiać.Jeśli myślisz,że tak to wszystko zostawie- to się bardzo mocno mylisz.Muszę ci to wyjaśnic,chociarzbym musiał to robić siłą.Wiem jak się czujesz przez to wszystko,ale wyboru nie masz.
Spojrzałam na niego lekko wytrącona z równowagi.Komary gryzły mnie w nogi.Byłam w samych majtkach i bluzce do kolan.
Minęłam go i weszłam na koniec pomostu.Usiadłam i zamoczyłam nogi w ciepłej wodzie.
-Pięknie tu.Nigdy nie opowiadałaś,że mieszkasz przy tak ślicznym jeziorze.
Uśmiechnęłam się.No fakt.Znaliśmy się tak długo,a wogule nic nie wiedzieliśmy prawie o sobie.Jedynie podstawowe rzeczy.Kiedy mu to powiedziałam,zaśmiał się.Przez chwilę zrobiło się tak jak kiedyś.Luźno,bez żalu i urazów..Chyba też to zrozumiał bo zrobił się smutny.
-Czemu ja cię tak ranię..? szepnął jakby do siebie..
-Ligia..możesz mi wierzyć lub nie,ale to Sonia na mnie napadła.Miałem zbyt dużego doła,żeby coś tłumaczyć..przyszedłem się wyżalić.Po koleżeńsku.Napadła na mnie..
Zapadła cisza.
Siedzieliśmy pogrązeni w smutnu,wypatrując ryby,które co chwilę skakały w jeziorku robiąc nie wielkie „plum”…
Księżyc mocno świecił,a niebo pokryte było pięknymi gwiazdami..
Położyłam się na pomoście,oczy utkwiłam w jakimś miejscu w poroślach.
-Dlaczego ja nie umiem cię nie kochać? – szepnęłam.
Położył się na pomoście obok mnie,przybliżył swoją twarz do mojej.
Przez chwilę patrzeliśmy sobie w oczy,ciesząc się chwilą,która trwała..
Delikatnie,jakby bojąc się,że go odtrącę pocałował mnie w usta.
Zamknęłam oczy.
Cały bół,jaki trzymałam w sobie jakby zniknął.Znów potrafiłam wybaczyć…
-Nigdy więcej mi tego nie rób..proszę.Nie dawaj mi pretekstów do żalu..proszę.Tylko mnie kochaj..
Tym razem przywarł do mnie mocniej.Pachniał ślicznie..Wszystko wirowało wokół nas..
-Koch…
-Ja cię też..
Nagle w krzakach coś zaszeleściło.
Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam Artura.
-Chyba przyszedłem nie w porę.- powiedział i uśmiechnął się.
-Jest druga w nocy- zaśmiałam się,a on położył małą białą różyczkę przy wejściu do namiotu.
-No to nie przeszkadzam..
Położyłam się na Tomie i bawiłam się jego dredami.
-Tęskniłam..nawet nie wiesz jak bardzo.. – szepnęłam i pocałowałam go w nos.
W pewnym momencie zeszłam z niego i weszłam do wody.
Tom rozebrał się,został tylko w bokserkach.Chlapaliśmy się jak dzieci..
Podeszłam do niego i mocno go pocałowałam.Jego ręce błądziły po moich plecach.
Zdjął mi bluzkę…