Jest mało komentarzy,chyba przynudzam wam co?
***
Odepchnęłam Jaśka od siebie.Wystraszyłam się tego wyznania..było zbyt mocne i niespodziewane.POczułam pewien żal w sercu,że sama nie odwzajemniam tego uczucia..ale gdzies budziła się wiadomość,że wszystko przed nami.
Sama wystraszyłam się swoich myśli.
Pobiegłam do pokoju.Wszystkie dziewczyny były już ubrane,Sonia trochę się bała,nie była mistrzynią nart,a nie chciała zbłażnić się przed Billem.
Przyjaciółki odrazu wyczuły we mnie wściekłość,więc tylko spojrzały na mnie smutno.
Założyłam swój strój do deski,związałam włosy w kitkę,naciągnęłam opaskę na uszy i poszłam z Atiną po swój sprzęt.
Na miejscu okazało się,że najpierw będą sprawdzać nasze zdolności na śniegu.Na deskę zapisało się 15 osób,na narty 35.
-No dobra ! Kto dopiero będzie się uczył jazdy na desce?- spytała młoda instuktorka.
Rękę podniosło 10 osób.Osoby uczące się zostały z Anną ( instruktorką).
Tymi,którzy jeżdzili juz kiedyś na desce zajął się Henri.
Ja,Bill,Tom,Jasiek,Marta i jakiś chłopak,którego imienia nie znałam stanęliśmy w rządku.
Tom próbował złapać mnie za rękę,ale odsunęłam się.
-No dobra..teraz proszę zaczniemy od ciebie – wskazał na mnie palcem.
-Zjedz z tej górki zmieniając beck side na front side.
Bez problemu to zrobiłam,jazda na desce to mój żywioł.
Po 30 minutach sprawdzania naszej zdolności,Henri dał mi,Tomowi i Jaśkowi 3 godziny wolnego.Postanowiłam wjechać na czarny szlak,był bardzo wąski,spadzisty i otoczony z dwóch stron lasem.Zobaczyłam kątem oka,że Jasiek idzie za mną.Wjechałam wyciągniem na górkę,usiadłam na boku trasy i zaczęłam zapinać deske.Koło mnie usiadł Tom.
-Ligia, nie gniewaj się na mnie.Jeśli mi ufasz to powinnaś wiedzieć,że bym jej nie pocałował ! – powiedział.
Uśmiechnęłam się i pokazałam mu język.
-Złap mnie,jeśli potrafisz ! – krzyknęłam i zanim Tom się obejrzał,ja już robiłąm pierwszy wyskok na desce.
Na dole stoku,Bill,Marta i Adrian dostali także czas wolny.
Bill postanowił zobaczyć jak idzie jazda Soni.
Nie mógł opanować śmiechu,kiedy zobaczył biedną dziewczynę ciągnniętą przez orczyk na szczyt góry.
Sonia się puściła i rozkrakiem zjechała tuż pod jego nogi.
-Nieżle ci idzie,naprawdę.-powiedział ukrywając uśmiech.
-Bardzo śmieszne,naprawdę ! Ten oboz to jedna wielka pomyłka..ja nie umiem jeżdzić ! – krzyknęła zrozpaczona.
Wziął jej twarz w ręce i pocałował ciepło w nosek.
-Nie mart się ! Początki zawsze są trudne !.
-Tak.. ! Ja się męczę,a ty flirtujesz z tą Martą ! – powiedziała Sonia.
To Billa zraniło.
-Co ty gadasz ?
-To co widzę ! Daj mi spokój ! Odczep się ! -krzyknęła,popłakała się i zdjęła narty.
-Mam tego dosc !
Odeszła przed siebie,a zdziwiony Bill stał w miejscu.Nie spodziewał się takiego zwrotu akcji.Nawet nie podejrzewał,że Sonia z nim zerwie..
Tom zrównał się ze mną.Jechaliśmy koło siebie.
-Nie dasz rady! – zaśmiałam się i zjechałam szybciej na front sidzie na wysoki wyskok.
Nagle niespodziewanie rozkległ się głośny dzwięk syreny.
-Uwaga ! Proszę jak najszybciej zejść z górek ! Nadchodzi lawina śnieżna !
Wiatr szumiał mi w uszach.Zwolniłam,Tom zrównał się ze mną.
-Ligia ! Szybko na dół !
Rozśmieszyły mnie jego dredy,które na powietrzu wyglądały jak węże nie nadążające za nim.
Nie bałam się jakiejś tam lawiny.Czytałam,że jeśli ostrzegają przed nią na stoku,to znaczy,że do ucieczki ma się ok.30 minut.
Ludzie w popłochu zjeżdzali z górki.Mało miejsca do rozpędzenia się.W tłumie zgubiłam Toma.
Na dole zdjęłam deskę z nóg.Podbiegła do mnie Atina z zapłakaną Sonią.
-Co się… – spytałam,ale dziewczyny mi przerwały.
-Potem ci wyjaśnię..- zachrypiała Sonia.
-Musimy uciekać ! – krzyknęły.
-Ale..Tom ! – krzyczałam.
Wyrwałam się i pobiegłam pod górkę.Nigdzie nie było śladu Toma.Krzyczałam,co chwile jacyś ludzie mnie potrącali..
-Hej ! Mała,co jest? – podszedł do mnie wyluzowany chłopak z Us5.
-Nic – zlekceważyłam go i rozglądałam się za Tomem.
-Widziałeś może mojego chłopaka ?!- powiedziałam zrozpaczona
-Chłopaka..?- spytał
-Tak,chłopaka..! .- poszłam w drugą stronę.
Nagle na końcu górki mignęły mi przed oczami jego dredy.
-Tom !
-Ligia !
Przytuliłam się do niego.
-Wystraszyłeś mnie..- szepnęłam.
Poszliśmy szybko w stronę autobusu.Tym razem usiadłam koło Toma.
Rozmawialiśmy tak jak dawniej.Złe myśli odeszły gdzieś na bok.Czułam wielką więż łączącą mnie z nim…tak bardzo mi było dobrze..
Lasy,skały i pełno samochodów mijały za oknem…śnieg odbijał się o zamrożone blachy samochodów..
Na niebie głęboko odcisnął się księżyc.
A ja byłam tak bardzo szczęśliwa..
Wtedy zrozumiałam,że dla Toma zrobię wszystko.Nie byłam pewna czy to miłość..ale wczesna na pewno..
Bałam się tylko czasu.