Archive for Listopad, 2009

EIN JUNG VON CHAT

poniedziałek, Listopad 16th, 2009

- Paula!! Twoja siostra zwariowała!! – wykrzyknął Schäfer, Paulina podeszła do Lucyny, potrząsała ja z całej siły za ramiona i szepnęła:
- Dam im twój notatnik…
Lucyna natychmiast oprzytomniała, rozejrzała się i zapytała:
- Co ja robię?! – i odsunęła się od Gustava
- Sam chciałbym to wiedzieć… – odpowiedział
- Łeb mi pęka! – jęknęła i opadła na fotel – Cholerny napój!
Gustav miał niejasne przeczucie, co do powodu powstania tego wariatkowa. Wziął kubek i powąchał, nagle zadzwoniła komórka Toma. Kaulitz zaczął się rzucać, wyciągnął telefon i rozwalił go o ścianę, krzycząc coś w stylu: „Koń mi podłożył bombę i uprzedził świstk!”. Następnie zadzwoniła komórka Gustava, chłopak odebrał…
- Halo? – spytał
- Jak się ma twój kolega? – spytał ktoś
- Co?! Kto dzwoni?!!!
- Nie twoja sprawa, ten debil nie załatwił was. W tych czasach nie warto na nikim polegać, najlepiej samemu zająć się swoimi sprawami… – i rozłączył się
Gustav bał się, że jego podejrzenia coraz bardziej się sprawdzają, tylko powiedział:
- Paula, bierz kluczyki do samochodu, jedziemy do szpitala…
- Po co? – zapytała
- Otruli ich – opowiedział i spojrzał na „wariatów”, leżeli na wpół przytomni na podłodze. Georg wziął Toma, a Gustav Olkę. Zeszli na dół i pojechali do najbliższego szpitala.
Na miejscu Olka i Tom dostali takiej szajby, że pielęgniarki musiały przywiązać ich do łóżek, normalnie jak jakiś czubków. Dostali coś na odtrucie. Wszyscy wpatrywali się na nich z politowaniem, kiedy wili się w pasach.
- Rozwiążcie ns przypły! – wrzasnął Tom
- Ej Paula, czego oni tak dziwnie mówią? – zapytał Georg
- Nie wiem, ale zauważyłam, że po prostu nie wymawiają „a” w rzeczownikach – odparła
- Już wiem, czym ich otruli… – powiedział Gustav
- Czym?
- To środek używany w szpitalach psychiatrycznych i wojsku, nielegalnie sprzedawany. Powoduje zakłócenia pracy mózgu, zmysły wariują, po dłuższym czasie człowiek nawet, jeśli wydali resztki trucizny nie wraca do normalnego stanu. W większych dawkach bywa śmiertelny… Ciekawie skąd, to się wzięło w napoju Toma… – mruknął Gustav, wszyscy wymienili przerażone spojrzenia
- Ale, przecież on… – zaczęła Paula
- Jak zadzwoniła wtedy moja komórka, to był on. Tamten, Gareth chyba, działał tylko na zlecenie… – odparł Schäfer – Tak BTW, chyba nawet wiem, kim dokładnie był…
- Poczekaj chwilę… skąd w ogóle to wszystko wiesz, hę? – zapytał Georg
- Ojciec mojego kolegi pracował w wojsku, często grzebaliśmy w jego rzeczach… – odpowiedział
- Ale ty nie miałeś, to znaczy…
- Nie miałem innych przyjaciół poza wami? Miałem, niewielu, ale miałem – powiedział Gustav i spuścił wzrok
- Biegnę, biegnę przez las, a tam jest drzew po pas… biegnę dalej, widzę byka, co za płotem bryka. Wsiadam na niego, on się drze: „Czego?!!”. Tu się okazuje, że to nie byk tylko pijak, a ja na niego przypuszczam atak. Nagle widzę, coś dziwnego, ni to krzak ni to drzewo. Co tu myśleć biegnę za nim, on się z ręki wyślizguje. Przecieram oczy, przecież to Tom, ucieka mi za dom. Wystygła mi zupa, a to dupa! Spiorę dziś za to kuper Tomusia! W końcu złapałam Tomiego, i z nim szukam brata jego. Idziemy razem przez las, przez pole, on już jęczy: „JA PIERDOLĘ!!!”. Widzę klon, myślę sobie: „Pewnie on…”. Rzucam się na drzewo, a tu nagle Sarajewo – zaczęła śpiewać Zuzia
- Ej, już mówi normalnie i nazywa was normalnie – powiedziała Paula
- Tak, tylko, o czym ona gada? Sarajewo? – zdziwił się Gustav
- Znam skądś tą debilna piosenkę… Już wiem! Kiedyś Muszce odbiło i śpiewała, że Zuzia goni drzewa! Ale dlaczego akurat to śpiewa…(?) – zastanowiła się Paula
- Nieważne, dobra… wracamy do domu? – zapytał Georg i spojrzał na „wariatów” – Zostawmy ich na obserwacji, lepiej…
Tymczasem…
Mieszkanie dziewczyn tak jechało tym czymś, czym wysmarował się Tom, że trzeba było dezynfekować pokój. Sąsiadka wezwała odpowiednie służby, a dziewczyny musiały się przenieść. Oczywiście Bill nie miał zamiaru zostawić je na lodzie i zaproponował mieszkanie z nimi. Lucyna uznała, że to nie za dobry pomysł i dziewczyny zamieszkały w mieszkaniu pod chłopakami, bo wiadomo co wyjdzie z połączenia trzech dziewczyn, czterech chłopaków i jednego mieszkania? Rzeczy szybko przewieziono do nowego miejsca pobytu…
- Z kim gadasz? – jęczał Bill, strasznie mu się nudziło, a reszta jeszcze nie wróciła
- Nie twoja sprawa… – mruknęła Lucyna i klikała coś na klawiaturze
- No weź!! Powiedz… – marudził dalej
- Z kolegą…
- Jakim?
- Z neta…
- A na czym gadasz?
- Na czacie…
- To skąd wiesz, że to on?
- Bo dostałam wiadomość, że tylko on ma taki nick… Co cię w ogóle to obchodzi?!
- Nie wiem… nudzi mi się – mruknął i sturlał się z kanapy – Poróbmy coś!
- Zrób se sam laskę, to ci zajmie troche czasu – odburknęła
- Ale miła jesteś, zagrajmy w coś albo nie wiem…
- Włącz se TV i odczep się.
- Ale w telewizji nie ma nic ciekawego
- Dobra – przerwała mu – Musze na chwilkę wyjść, zaraz wracam dobrze?
- No, idź. Zostaw mnie w tej agonalnej agonii…
- Nie przesadzaj… – uśmiechnęła się i wyszła
- Ciekawie, z kim gadała – powiedział do siebie Bill i siadł do laptopa – „Schon-die-die”(czyt. Szunididi) Co to za nick? A Lucyna ma… „Promille Madchen”(czyt. Promile Medsien)??!!
Bill uśmiechnął się i pomyślał: Może sobie troszeczkę pogawędzę…. . Położył komputer na stoliku i zaczął pisać…
Promille Madchen: Już jestem, tęskniłeś?
Schone-die-die: No, nie mogłem się doczekać, kiedy znowu napiszesz ;]
Promille Madchen: … :/
Schone-die-die: Coś nie tak?
Promille Madchen: Nie mogę przestać o tobie myśleć, wyobrażam sobie twoją silną, męską, owłosiona jak u małpy klatę! Mogłabym ci robić laskę 24/7!!
(Bill zaśmiał się sam do siebie)
Schone-die-die: Wiesz, ja tu o uczuciach raczej wolę nie mówić, bo miłość przez net to tak możliwe, jak to, że Bill Kaulitz nie będzie fałszował! xD
Promille Madchen: CO TY OD NIGO CHCESZ???!!! WCALE NIE FAŁSZUJĘ!!
Schone-die-die: Fałszuję?
Promille Madchen: Oj, alt mi się wcisnął… Ale Bill nie fałszuje, byłam na koncercie live :P
Schone-die-die: Czasami grają z playbacku, jak na COMET. A z jakiej odległości go słyszałaś? Bo ja z około półtorej metra… :P
Promille Madchen: Troche freakowaty ten twój nick… ^ ^
Schone-die-die: Jak osoba, która to powiedziała, no nie? He he ^ ^
(Bill nie kojarzył ale nie chciał wyjść na idiotę)
Promille Madchen: No… Tak sobie myślę, może byśmy się spotkali?
Schone-die-die: Czemu nie ;) Gdzie i kiedy?
Promille Madchen: Może… jutro o jedenastej w „ Cafe au Lait”?
Schone-die-die: Jeśli jesteś taka napalona, to może później gdzieś pójdziemy?
Promille Madchen: Liczę na to, mam nadzieję, że się nie zawiodę długością…
Schone-die-die: Nie tak szybko, jeszcze się nie spotkaliśmy i mam nadzieje, że mnie nie wystawisz.
Promille Madchen: Jasne, że nie. Przyjdę na pewno, przecież nie mogę stracić takiej okazji. Może pójdziemy na lody, wolę długie na patyku, ale gałkowane też mogą być :]
Schone-die-die: Mam snuć skojarzenia? ;] Będę w ciemnych dżinach, t-shirtcie z napisem MUNCHEN i trampkach za kostkę.
- Co ty robisz Bill? – zapytała Lucyna i weszła do pokoju – Zostaw to!!
Promille Madchen: Hmmm… lepiej zostaw je na jutro. Muszę spadać :*
Kaulitz szybko wyłączył komputer, żeby Lucyna nie napisała czegoś w stylu: „Sorry, to pisał mój walnięty kolega, który uciekł z domu dzieci specjalnej troski”
- Coś ty mu napisał?! – wrzasnęła wkurzona Lucyna
- Nic, umówiłem cię na randkę – uśmiechnął się
- Że co?!!
- No, fajnie co… Tak przy okazji ten debil powiedział, że fałszuję!!
- Bo troche fałszujesz, ale nie szkodzi. Dawaj mi teraz ten laptop to mu napisze, że nie mogę przyjść… – powiedziała Lucyna i chciała mu zabrać komputer. Bill podniósł go do góry, że dziewczyna nie mogła go dosięgnąć i powiedział:
- Czekaj! Czego nie chcesz się z nim spotkać?
- Nie twoja sprawa! Nie wiesz, kto to jest! – warknęła i podskoczyła by chwycić laptop, Kaulitz stanął na palcach
- Jezu, co ci szkodzi! Mogę pójść z tobą… – uśmiechnął się, Lucyna w końcu dzióbnęła go palcem w brzuch, Bill zgiął się w pół i oddał kompa.
- Wolę nie – i włączyła, żeby zobaczyć, co napisał. Kiedy przeczytała tylko wrzasnęła – Ty idioto!!! Ja ci dam gałkowane!!!!
Bill śmiejąc się jak down uciekał po całym mieszkaniu, Lucyna w końcu przestała go ganiać i celnie trafiła go w parę miejsc książkami. Jednak Kaulitz był już doświadczony w walkach i użył do obrony butów Toma.

***

- Nigdy więcej nie szukam z wami stacji benzynowej! – rzekła Paula wchodząc do mieszkania
- Jezu no! Nie można drogi pomylić czy co? – odparł Gustav
- Ty im to powiedz! Patrz jakie są zarysowania! – wydarła się i rzuciła torbę na fotel, rozejrzała się po pokoju. Był straszny bałagan, widać wojna jankesi(Lucyna) kontra konfederaci(Bill) przyniosła spore zniszczenia. Jeśli wiecie, kto wygrał wojnę secesyjną to domyślicie się, kto wygrał tą…
- Tak właściwie to ty go porysowałaś… – mruknął Georg
- Ani… słowa! – wycedziła przez zęby – Co tu się działo?! Wojna secesyjna?!!
- No – odparła Lucyna wstając z kanapy – Byłam jankeską…
- Co ty tu robisz? I gdzie jest Bill? – zapytała Paula
- No cóż, spotkał go los reszty konfederatów – uśmiechnęła się
- To znaczy…? – spytał Georg
- Utknął pod kanapą… – mruknęła i wskazała na wystające stopy
- CO??!!! – wykrzyknęli wszyscy razem
- A i przez Toma nie możemy mieszkać w swoim mieszkaniu, więc mieszkamy tutaj, pod chłopakami – dodała
- Georg? Paula? Wyciągnijcie mnie stąd!!! – darł się Bill
- Jak on tam utknął? – zapytał Gustav
- Wczołgał się pod kanapę i zaczepił ubraniami o gwoździe, siedzi już tam z pół godziny – zaśmiała się
- Czego go nie wyciągnęłaś?
- Bo wydaje fajne dźwięki jak się skacze po kanapie – uśmiechnęła się i zaprezentowała, spod kanapy wydobył się dźwięk przypominający zdychającego kota, którego wykastrowali. Po chwili wszyscy zaczęli skakać po kanapie.
- Ej!! Spierdalać z tej kanapy ćwoki!!! Auuua!! – wydarł się Bill
- No dobra, wyjmijmy go – zaproponowała Paula – Ale za chwilę…
I znowu zaczęli skakać, nagle Bill przestał wydawać jakiekolwiek dźwięki
- Ej, czego jest tak cicho? – zapytał Gustav – Czemu Bill nie jęczy?
Zaniepokojeni o kolegę, odrzucili kanapę, Bill leżał twarzą do podłogi, lekko się trząsł, chyba płakał
- Bill? Co jest? – spytał Georg
- Jajco!! Jajco kurwa jest!!! – wykrzyknął Bill i wstał trzymając się za krok – Nigdy więcej kluczy w kieszeniach…
- Sssss… teraz to chyba już kogiel-mogiel – mruknął Gustav

Przerwa…??

poniedziałek, Listopad 16th, 2009

Helloł =* =*
Heh…nie mam o czym pisać ale pishę bo mooshę przekazać wiadomość- chyba chwilowo zawiesham bloga…JaQoś ostatnio nie mam ochoty na pisanie notek, myślę nielogicznie i pishę baardzo niezrozumiale =P Coosh…Wybaczcie…=P =* =*
Nio a terass mogę normalnie pisisać =D Z kim kk na GG ten joosh pewnie wie, ale jak nie wie to się dowie =P (przykład mojego ost. pisania =D) Zrobiłam sobie wreszcie kolczyk w pępku =D =D Normalnie happy jestem =D =D Bess problemu namoowiłam starshą, a starshy nic nie wiedział…=D Poshłam do studia tattoo =D I tam mi kolo zrobił…=D Nic nie bolał ale za to terass trochę boli =// Dam rade =P
Z Kamilem…hmmm….Nie wiem jaQ =// Chyba dopshe chociaż wydaje mi się że inaczej…Eeee tam…Damy rade =P To jest normalnie nienormalne że JA taQ pozytywnie myślę =D Robię postępy =D
Nio to paaaaa =*

I co będzie dalej?

poniedziałek, Listopad 16th, 2009

Bo ten blog nie ma już sensu. Nie mam ochoty tu pisać. Zbyt wiele osób zna ten adres. A ja moje przemyślenia mogę ujawnić tylko wąskiej grupie ludzi, którym można powiedzieć, że “ufam”.
Może zaniedługo tu powrócę. Z zapałem. Z chcęcią. Bo szkoda tylu notek. I szkoda usuwać coś co w zasadzie jest częścią mnie…

Kocham Was ;*

Trzy kropki

poniedziałek, Listopad 16th, 2009

Kolejny miesiąc… miesiąc spędzony razem. Cieszę się. Bardzo. Ale i się boję. Mamy mało czasu na spotkania, mało czasu na przebywanie razem… jak długo będzie trwała taka męczarnia? Wolałabym żeby były wakacje, żebyśmy mieli dla siebie dużo, bardzo dużo czasu… A tak… tak jest ciężko. Tęsknię, ciągle tęsknię. Ciągle czuję niedosyt. Ciągle pragnę Cię widzieć. Ale… nic nie może być zbyt proste… Eh…